Przejdź do głównej zawartości

Posty

Kto jest bez winy...

„Trzeba mnie osądzić. Może według najłatwiejszego kodeksu: to białe, to czarne, to dobre, to złe, to moralne, a to grzech śmiertelny! Najłatwiej byłoby tak: znaleźć na dziedzińcu kościoła kamień i czekać tam na mnie” . To słowa bohatera jednego z reportaży zamieszczonych w książce Wojciecha Tochmana Wściekły pies . Zbiór ten konfrontuje czytelnika ze złem, opisane wydarzenia zmuszają do zatrzymania, innego spojrzenia na rzeczywistość. Kamienie, o których mowa mogą zostać rzucone w każdym z tych tekstów, przez każdego bohatera i czytelnika. W znaczeniu metaforycznym przybierają postać spojrzenia, odrzucenia, napiętnowania, wypowiedzianych słów, mają siłę rażenia fizycznego kamienia. Trafieni zostają nim białostoccy licealiści i ich opiekunowie, którzy przeżyli wypadek autobusu w reportażu Mojżeszowy krzak , jednak najboleśniej przez los ugodzone zostały rodziny ofiar śmiertelnych. Trauma pozostaje z uczestnikami tego wydarzenia i ich bliskimi, znajomymi w reportażu Amen...

Oblicza

Miniaturowe obrazki życia kobiet zamieszkujących w kamienicy przy ulicy Opaczewskiej w Warszawie znalazły swoje miejsce w książce Sylwii Chutnik Kieszonkowy atlas kobiet . Bohaterki, Marie, są w różnym wieku, mają różne doświadczenia, wśród nich jest nawet jeden Marian, paniopan, jak mówią o nim sąsiedzi, jednak postacie te trudno polubić. Wepchnięte w stereotypowe role matki, córki, żony, sąsiadki ich życie wypełnia zło i smutek. Chutnik doskonale odzwierciedla język ulicy, bazaru, gdzie toczy się w znacznej mierze akcja pierwszej historii. Słyszymy dźwięki mowy, które otaczają kobiety, głosy wydające polecenia, rozkazy, wskazujące jak należy postępować, by zostać przyjętym lub wręcz uniknąć odrzucenia ze strony środowiska, w którym akurat przyszło im żyć. Autorka opisuje codziennie powtarzane, rutynowe czynności wykonywane przez bohaterki, a które są udziałem milionów kobiet na świecie. Życia Czarnej Mańki nie można określić inaczej niż wegetacja. Potoczny język i skł...

Między krezusem a nędzarzem

Debiut książkowy Pauliny Wilk jest niewątpliwie mocnym zaakcentowaniem obecności autorki wśród twórców reportażu. Dziennikarka otwarcie pisze o realiach życia w Indiach, a jej Lalki w ogniu od pierwszych stron porywają czytelnika. Książka momentami brutalnie odsłania prawdę o funkcjonowaniu społeczeństwa indyjskiego, by za chwilę oczarować pięknem nie tylko ludzi, ale także języka, jakim posługuje się autorka. „ Indie niczego nie ukrywają, odsłaniają całe piękno i nędzę istnienia” pisze reportażystka na pierwszych stronach książki. Odbiorca tekstu już w pierwszym rozdziale otrzymuje silne uderzenie w postaci obrazu życia indyjskich kobiet. Są one nie tylko pozbawione praw, ale wręcz odczłowieczone, zdegradowane do poziomu macicy, której obowiązkiem jest rodzenie synów, bo dziewczynki, którym należy zapewnić posag, nie są pożądane. W cenie są męscy potomkowie, którzy mają zapewnić trwanie i pomyślność rodzinie, natomiast istnieje przyzwolenie na mordowanie balastu, j...

Colorado w Koninie

Dla mieszkańców Konina i miłośników twórczości Ryszarda Kapuścińskiego 21 i 22 października były wielkim świętem. W piątek w Centrum Kultury i Sztuki w Koninie odbył się wernisaż fotografii "Konin jak Colorado" wykonanych przez Kapuścińskiego w latach 50., a w sobotę "Zmierzch Imperium". Gośćmi wernisaży były Pani Alicja Kapuścińska i kurator wystaw – Pani Karolina Wojciechowska. Zdjęcia, które złożyły się na wystawę „Zmierzch Imperium” powstały w latach 1989-1991, podczas podróży autora po republikach dawnego Związku Radzieckiego i uzupełnione zostały fotografiami z podróży do Pińska, którą Kapuściński odbył w 1979. Negatywy zdjęć z Konina zostały odnalezione w 2010 r. przez Panią Alicję Kapuścińską, a ustalanie, jakie miasto zostało na nich uwiecznione, pomogła tablica na jednej z ulic. Na wystawie znalazło się ponad czterdzieści zdjęć Konina, niepowtarzalnych obrazów miasta końca lat 50. XX wieku . Zainteresowani zobaczyć mogą odkrywkę Kopalni Wę...

Widma

Od pierwszych stron tej książki czytelnik wkracza w nieprzychylny dla ludzi obszar. Mieszkańcom tej ziemi nie sprzyjała nawet przyroda, susza przynosiła śmierć, a wyczekiwanie na deszcz podszyte było nie tylko troską o zachowanie życia. Uważny czytelnik czuje, że w powietrzu wisi coś jeszcze. W ten sposób Wojciech Jagielski rozpoczął swoją Modlitwę o deszcz. W opisie przyrody zawarty został niepokój, jakieś irracjonalne poczucie, że klęska żywiołowa stanowiła jedynie wstęp do wiele groźniejszych wydarzeń. Jagielski, który kilkakrotnie w latach dziewięćdziesiątych odwiedzał Afganistan, rozmawiał z wieloma ludźmi, przywódcami bojowników, podjął próbę ukazania w sposób rzetelny filozofii życiowej Afgańczyków, a także przyczyn wieloletniej, rujnującej kraj wojny. Wędrując przez niedostępne góry, podążał za partyzantami, którzy każdy swój dzień podporządkowali walce. Nie znali innego życia, dopóki prowadzili bój, mieli cel, nie myśleli co będzie dalej, a raczej nie wyobr...

Kadry

Za sprawą Pawła Huelle i jego Ostatniej Wieczerzy Gdańsk po raz kolejny gości czytelnika. Tym razem jest to Gdańsk przyszłości, pojawiło się w nim wiele meczetów, trwają zamieszki, wybuchają bomby, a zdezorientowana ludność miasta o zamachy podejrzewa zamieszkujących tu licznie muzułmanów lub uznaje ataki za prowokację ze strony producenta win "Monsigniore". Bohaterami powieści są mężczyźni, którzy po latach mają spotkać się w teatrze za sprawą malarza Mateusza. Jego pragnieniem jest wykonanie fotografii i namalowanie obrazu przedstawiającego Ostatnią Wieczerzę. Narratorem jest jeden z przyjaciół Mateusza, zafascynowany historią starożytną, który podobnie jak pozostali, zmierza na sesję fotograficzną. Zarówno dla niego, jak i innych postaci, dzień ten staje się okazją do przemyśleń i rozrachunków ze swoim życiem. Spotykamy zatem lekarza Lewadę, wegetującego gdzieś na prowincji czy Jana Wybrańskiego, który dorobił się fortuny na fałszywych lekach przeciwko ra...

Bez pardonu

Gdy zaczynałam czytać książkę Wojciecha Tochmana Dzisiaj narysujemy śmierć, jego styl porównałam do strzałów z karabinu. Proste, krótkie zdania, mocne, brutalne słownictwo, które nie pozostawia czytelnikowi wątpliwości. W miarę lektury zrozumiałam jednak, że moje skojarzenie było błędne. Język Tochmana przypomina nie karabin, ale maczetę. Rozmówcy reportera opowiadali mu o niezwykle bolesnych doświadczeniach roku 1994, kiedy w Rwandzie doszło do ludobójstwa. Morderstwa popełnianie były głównie za pomocą maczet, taniego i prostego narzędzia zbrodni, które cięło szybko i precyzyjnie. Tekst Tochmana odzwierciedla jego działanie. Zdanie to uderzenie, po którym następuje kolejne i kolejne i kolejne... Kaźń Tutsi może wydawać się jakimś obłędem, nie sposób czytać o tym i pozostać obojętnym. U odbiorcy, który każdego dnia atakowany jest obrazami wojen w serwisach informacyjnych czy filmach, reportaż wywołuje szok, a silne emocje towarzyszą nie tylko opowiadającym, ale ...