Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Drwal

Witkowski bez koturnu

Źródło zdjęcia: Epicentrum Kultury 13 czerwca w Centrum Kultury i Sztuki DK Oskard w Koninie w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się spotkanie z pisarzem Michałem Witkowskim. Autor „Lubiewa” czy „Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej” jednych drażni, innych bawi, na pewno wszystkich prowokuje maską błazna. Witkowski przyznał, że wywodzi się ze środowiska swoich bohaterów, ludzi pogranicza, marginesu, spoza głównego nurtu, żył wśród nich i choć są to literackie kreacje, dobrze znał to środowisko. Współcześnie jego bohaterowie ewoluują, zmieniają się podobnie jak sam pisarz, któremu los wyrzucił poza ten krąg. Dziś żyje i obraca się w zupełnie innej rzeczywistości, a pomiędzy tym co było, a tym co jest teraz, powstał głęboki rów, którego nie można zasypać, a nawet on sam nie chciałby tego. Sukces jaki odniósł po latach pracy i szlifowania warsztatu, nieudanych tekstów spowodował, że może go teraz celebrować. Świetnie czuje się w tej nowej sytuacji i choć dek...

Zapowiedź spotkania

Dyskusyjny Klub Książki i Centrum Kultury i Sztuki DK Oskard zapraszają 13 czerwca o godz. 19.00 na kolejny wieczór autorski. Naszym gościem będzie naczelny skandalista w polskiej literaturze, twórca PRL-owskich mitów i wielbiciel mrocznych tajemnic półświatka – Michał Witkowski. Źródło: Epicentrum Kultury Moja recenzja Drwala  tutaj.

„Buchbachem bach” z czytelnikiem. Drwal. M. Witkowski

Michał Witkowski debiutował w 2001 roku zbiorem opowiadań Copyright , w 2005 opublikował Lubiewo , rok 2008 to czas wydania Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej , w swojej ostatniej powieści Drwal igra z czytelnikiem, prowadzi go przez karty powieści, która cały czas obiecuje, że będzie kryminałem, ale jest to tylko pozór, żonglowanie słowem, gra z konwencją. Autor puszcza do czytelnika oko, bawi się, autoironizuje, śmieje się nie tylko z siebie, ale także swoich bohaterów oraz wszystkich tych, którzy jego tekst traktują poważnie. Oburzeni jego nieporadnością w tworzeniu wciągającej intrygi, niemal od pierwszych stron otrzymują pstryczka w nos. Ciekawsze od sensacyjnej fabuły są perypetie narratora, który przyjeżdża do leśniczówki w Międzyzdrojach i od razu podejrzewa swojego gospodarza o jakieś zaburzenia psychiczne. Szukając tajemnicy narusza jego prywatność oraz wtóruje mu w odurzaniu się lekami. Śmieje się ze złudnego poczucia bezpieczeństwa, jakie daje mu...