Źródło okładki Tekst i obraz, obraz i tekst. Trudno je rozdzielić, stwierdzić, który jest ważniejszy, który wybija się na pierwszy plan. Tekst komentuje fotografię, fotografia wprowadza do tekstu, prowokuje do opowieści, jednocześnie wzmacnia słowo. Jest to zasada, która konsekwentnie realizowana jest w książce Wojciecha Tochmana „Eli, Eli”, z przejmującymi fotografiami Grzegorza Wełnickiego. Po tekstach dotyczących polskiej rzeczywistości czy ludobójstwa w Rwandzie , Tochman zagłębia się w slumsy Filipin. Zdjęcie grobu (kobiety zmarłej w 1926 r.) stało się pretekstem do opowiedzenia historii Filipin, kolonizacji, biedy, seks biznesu, misji, a zarazem jest to wprowadzenie do losu dzieci mieszkających na cmentarzu, gdzie mają namiastki domów. Tochman pisze: „Na tysiąc urodzonych noworodków umiera dwadzieścioro troje. I kolejna trzydziestka przed piątymi urodzinami. Golas na grobie ma więc spore szanse, aby sobie pożyć. I zero szans, by wyjść z zakazanego miasta złodziejs...
Warto zrobić sobie przerwę na książkę...