Gdy zaczynałam czytać książkę Wojciecha Tochmana Dzisiaj narysujemy śmierć, jego styl porównałam do strzałów z karabinu. Proste, krótkie zdania, mocne, brutalne słownictwo, które nie pozostawia czytelnikowi wątpliwości. W miarę lektury zrozumiałam jednak, że moje skojarzenie było błędne. Język Tochmana przypomina nie karabin, ale maczetę. Rozmówcy reportera opowiadali mu o niezwykle bolesnych doświadczeniach roku 1994, kiedy w Rwandzie doszło do ludobójstwa. Morderstwa popełnianie były głównie za pomocą maczet, taniego i prostego narzędzia zbrodni, które cięło szybko i precyzyjnie. Tekst Tochmana odzwierciedla jego działanie. Zdanie to uderzenie, po którym następuje kolejne i kolejne i kolejne... Kaźń Tutsi może wydawać się jakimś obłędem, nie sposób czytać o tym i pozostać obojętnym. U odbiorcy, który każdego dnia atakowany jest obrazami wojen w serwisach informacyjnych czy filmach, reportaż wywołuje szok, a silne emocje towarzyszą nie tylko opowiadającym, ale ...
Warto zrobić sobie przerwę na książkę...